Głosy w dyskusji
  • Łukasz Gołębiewski: Spór o elektroniczny egzemplarz obowiązkowy

Po pierwsze, dlatego że wydawcy łatwo mogą utracić kontrolę nad treścią. Można powiedzieć, że takie samo ryzyko wydawca ponosi podpisując umowę z komercyjnym dystrybutorem e-treści. Różnica jednak polega na tym, że taką umowę wydawca podpisuje dobrowolnie i udostępnia te swoje treści, które chce zaoferować w e-sprzedaży, w cenie, która może mu pozwolić powetować sobie przynajmniej w części ryzyko złamanego DRM. W przypadku EO wydawca nie udostępnia pliku dobrowolnie, nie może wybrać tytułów, nie ma wpływu na format udostępnienia i na jakość zabezpieczenia.

Po drugie, udostępnienie bibliotekom e-treści stanowi zagrożenie dla rodzącego się dopiero biznesu polegającego na płatnym udostępnianiu abonamentów (ibuk) lub sprzedaży pojedynczych plików (Virtualo, Nexto, eClicto). Jeśli biblioteki te udostępnią swoim czytelnikom cyfrowe treści za darmo, wówczas próby oferowania płatnego dostępu do treści bibliotekom w ogóle traci biznesowy sens, a wirtualne czytelnie dla odbiorcy indywidualnego będą poważnie zagrożone. Zdaniem Łukasza Gołębiewskiego forsowanie obowiązkowego egzemplarza elektronicznego dla więcej niż jednej biblioteki i to wyłącznie dla potrzeb archiwum narodowego, stanowić może czyn nieuczciwej konkurencji.

Po trzecie, propozycje elektronicznego egzemplarza obowiązkowego nie dają wydawcom żadnych gwarancji dotyczących odszkodowań w przypadku ewentualnej utraty korzyści, jeśli zabezpieczenia Biblioteki Narodowej zostaną złamane. To oznacza, że biblioteki praktycznie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za przechowywane/udostępniane pliki. Łukasz Gołębiewski uważa, że powinno się bezwzględnie wymagać od bibliotek podpisania umów z towarzystwami ubezpieczeniowymi, które natychmiast wypłacałyby wydawcom odszkodowania z tytułu każdego pojedynczego pliku, do którego zabezpieczenie DRM biblioteki zostało złamane.

Źródło: No future book [dostęp: 6.05.2010]

Odpowiedź Piotra Marciszuka, prezesa PIK, na wypowiedź Łukasza Gołębiewskiego Spór o elektroniczny egzemplarz obowiązkowy

  • Renek Mendruń: Cyfrowe eo. Nie dajmy się zwariować

Elektroniczny EO jest rewolucyjnym pomysłem, nawet na skalę światową. Wprowadzenie tego pomysłu w życie zmieniłoby sytuację w takich obszarach jak:
1. stosunki pomiędzy bibliotekami i wydawcami
2. praca nad plikami w wydawnictwach
3. magazynowanie zbiorów bibliotecznych w Bibliotece Narodowej
4. udostępnianie zbiorów w „sieci rozległej” bibliotek
5. tworzenie baz danych książek i obieg informacji o książce
6. dystrybucja książek w postaci plików.

Wprowadzenie elektronicznego EO może spowodować, że wszyscy wydawcy ustawowo będą musieli posiadać książki w postaci e-booków, gotowych do sprzedaży. Natomiast biblioteki będą musiały zmienić styl pracy z magazynowego na serwerowy i półkowego na terminalowy.

Zdaniem Renka Mendrunia sytuacja przedstawia się następująco:

  • jeśli wydawcy będą wpisywali do kontraktów z autorami/agentami zapis, że będą przekazywać cyfrowe wersje książek w ramach eo, bo taki jest w Polsce wymóg ustawy o eo, a autorzy/ agenci, zwłaszcza zachodni, nie oprotestują tego rozwiązania;
  • oraz jeśli system cyfrowego eo będzie szczelny, dopracowany, uzgodniony, przetestowany etc.
  • to samo wdrożenie takiej koncepcji nie powinno być groźne pod względem wycieków.
  • ale Biblioteka Narodowa, która w domyśle ma trzymać elektroniczne eo na swoich serwerach, już po 4 latach miałaby około 120 000 tytułów wersji cyfrowej, czyli tyle, ile ma dziś niemiecka liberka. Stąd o krok od pomysłu, żeby wydawcy poprosili Bibliotekę Narodową o wprowadzenie sprzedaży plików, na wzór np. francuskiej Biblioteki Narodowej.

Mamy tu do czynienia z potencjalną konkurencję między instytucją publiczną a biznesem. Cały problem polega na tym, że ten sam dylemat mają wszyscy i na świecie, i w UE. Jakoś się dogadują.

PWN, Wolters Kluwer i inne firmy inwestujące w platformy do sprzedaży e-booków są nieufne, wobec czego należy albo przekonać szefów ww. wydawnictw, że pomysły cyfrowe Biblioteki Narodowej są niegroźne bądź są przyszłościowe, progresywne, jedyne takie na świecie itd., albo dać wydawcom możliwość wyboru między starym modelem i nowym.

Źródło: Internetowy Dwutygodnik Wydawniczy [dostęp 4.06.2010]

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License